Słowo śmiało się ciałem. Obserwacje dopowiedziane.

Nadchodzi ochota na czytanie.

Powoli zaglądasz do książki, leżącej na stoliku pociągowym. Nieśmiało dotykasz jej rogów, ślizgiem wchodzisz w którąś ze stron. Pod napięciem słowa ślinisz opuszek i przenosisz zapach druku na usta. Zostajesz połknięty.

Wciągasz powietrze. Chwila ekscytującej przepychanki z przekorą: – Poczekam jeszcze chwilę, znajdę lepsze niebo na tę książkę.

12 minut. Rozkosz wzrasta. Przebierasz nogami, prężysz muskły mózgu, spoglądasz na zegarek, komórkę, rozdziawione usta pana profesora z wyglądu przez sen. Tętno wzrasta.

Śmielej tym razem, na rozgrzewkę, rozkładasz ulotkę.

I nie możesz się rozczytać z galopu swojego myślenia.

Zwieszasz głowę. Koniec.

Książka zostaje rozłożona na łopatki, twarzą do ziemi, czeka ją przetarte czoło, zgnieciony nos i wygięty literosłup.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s