Sabat, alcohol and rock’n’roll

Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy jeszcze w trakcie III Lubuskiego Kongresu Kobiet, była taka: – Dlaczego faceci nie organizują sobie takich zlotów? à la seksmisja (wypicowane, pod garsonką, niczym pod krawatem, wychuchane, gotowe do wchłaniania wiedzy)? A i owszem zlatują się chłopy na spędach motocyklowych, ale tam też masa kobiet, czemu nie robią Kongresów Lubuskich Mężczyzn, np. 😉

Co jest takiego w nagromadzeniu się jednopłciowców, że wszelkie kongresy, debaty i inicjatywy są pełne bab? I nie jest to broń boże krytyka takich przedsięwzięć, lecz tylko konstatacja zastanego stanu rzeczy.

Zresztą, trudno byłoby mi krytykować samą ideę, skora sama w niej uczestniczyłam.

Rzecz ujmując w dużym skrócie było sztampowo, a szkoda.

Nic odkrywczego, zmuszającego do przemyśleń nie znalazłam dla siebie w tych panelach – zmontowanych, wydawałoby się z harmonogramu, z wielką precyzją i tytułami zaproszonych gości, ale w praniu, zamiast sowicie przepełnionych treścią dysput, były migające z rzutnika tabele i wycinki z opracowań naukowych, polane szkolnym sosem rozważań, na tematy ogólnie modne i chodliwe typu: palenie papierosów a rak piersi, stres w życiu kobiety a rak szyjki macicy, wizerunek w życiu kobiety, et nudna cetera.

Jasne, nagłaśniajmy te tematy, diagnozujmy się kobiety! ale robiąc takie zjazdy mówmy też o kwestiach, których nie porusza się na czołówkach, które dotyczą mniejszości, różnych, pomijanych. Na przykład, o.

Z paneli zrobiono paneliki. Dla mnie wielka szkoda, bo choć jeden z nich mógł być zacny i aż sfrustrowana poruszyłam głową, gdy się skończył po 15 minutach przedstawiania gości, z tytułów, osiągnięć, zainteresowań i marzeń i 10 minutach szybkiego liźnięcia tematu, którym była  „Edukacja Lubuszanek drogą do sukcesu”, ech.

Siedem zasad Leonarda da Vinci – to najbardziej interesująca rzecz tego popołudnia. Taki „staroć”, widać nie trzeba było silić się na nowoczesność w tematyce.

  • Curiosita – nienasycona ciekawość życia;
  • Dimostrazione – sprawdzenie wiedzy przez doświadczenie;
  • Sensazione – stałe udoskonalanie, wyostrzanie zmysłów;
  • Sfumato – gotowość do przyjęcia dwuznaczności, paradoksu i niepewności;
  • Arte / Scienza – rozwój równowagi między sztuką i nauką;
  • Corporalita – zręczność fizyczna i opanowanie;
  • Connessione – poznanie i rozumienie więzi łączących wszystkie rzeczy i zjawiska. Myślenie systemowe.

Najlepszym „panelem” był występ aktorki kabaretowej Katarzyny Pakosińskiej. Uświetnił do rozpuku i bólu brzucha nie tylko zakończenie zlotu czarownic, który, nota bene, był akurat jednym z tematów do śmiechu w monologu artystki, ale też cały górnolotnie brzmiący kongresik.

Podczas przerwy było też ciekawie: ciasne korytarze, poziome i pionowe, upakowane w grupki, jedna na drugiej, piramida żywieniowa, tłuczona na panelu, szepczące po kątach, kiwające główkami, ukradkiem z dystynkcją obracające jak wiewiórki żołędzie w łapkach –  sałatki, kanapeczki, ciasteczka cateringowe.

Dla urozmaicenia 😉 chciałyśmy sobie z Julitą zmierzyć ciśnienie na wyścigi, razem, ale tłumnie umalowane starsze panie jedną z nas podsiadły. Potem już twardo mówiłam, odpowiadając na pytanie: – Czy Pani stoi w kolejce?

A stoję przecież:

– Tak stoję.

Prawie, że na plecach jakiejś innej kobietki, nie widać? Cisnęło się na usta.

Postałam i usiadłam z wyrzutem sumienia, małym, malutkim, że wiekowa dama musi trochę poczekać, aż zmierzy się moje młodzieńcze i idealne ciśnienie.

Po kongresie, spacerem, odkrywałam na nowo Park Tysiąclecia w jesiennych tonach, zebrałam jak przykazano za dziecka bukiet z liści już spadniętych i martwych, przez to urzekających. Matko, jesteśmy jednak dziwni, nie jemy kotletów, co poniektórzy, bo martwe zwierzę, ale zachwycamy się, jak jeden mąż, martwymi, kolorowym liśćmi…

Spacer doprowadził mnie do równowagi po oczekiwanym a niespełnionym kongresie, nadto spłyconym, i po piątkowej nocy – tyle  rozbujałej, co fantastycznie odmładzającej.

Pewnie interlokutorki kongresłómenki wypomniałby mi paczkę papierosów i paręset gramów alkoholu wypitych i przetańczonych dla ukojenia dzikiej strony i dla jedności z kosmosem zabawy.

Amen.

Reklamy

2 comments

  1. Też czuję niedosyt, a może nawet zawód, że takie spędy wciąż są jednak odpowiedzią na świński szowinizm, jakimś z jednej strony feministycznym ekstremum („faceci źle poparkowali i nie mamy, gdzie stanąć”, „polityk umie podjąć dobrą decyzję tylko, gdy ma mądrą żonę”), z drugiej feministycznym zerem (my kobiety w kółko możemy słuchać wykładów o raku piersi, konieczności edukacji i… niczym, co tak naprawdę jest ważne dla nas z naszego punktu widzenia).
    Kongres pod lekko wyemancypowane pięćdziesiątki wyrwane od garów kilka lat temu, te które potrzebują usłyszeć raz do roku, że mężczyźni są beznadziejni, a kobiety są heroskami, że bez nich świat by się zawalił.
    Nudne, sklejone na siłę w jakąś całość wykłady, słabe przygotowanie, goście „nierówni” – inteligentni i mądrzy obok wypacykowanych ze sznureczkiem między uszami. SMUTNE!
    Jeśli feminizm w Polsce ma tylko dwie twarze – 1) zażarcie antymęską i 2) łagodnie prozdrowotną to ja nie jestem feministką.

    Polubienie

    • właśnie! wyrwane od podtatusiałych mężów, ryczące pięćdziesiątki, asertywne i hej! do przodu, a gdzie 20-stki, 30-stki, które maja po dziurki w nosie wiedzy a la tvn, miętolonej w każdym, prokobiecym, porannym cyklu?? A jak się nazwać jeśli jestem krytyczką takich feministek spod szyldu kongresu, co walczą orężem wyświechtanych tematów, podlizują się facetom, ale równoczesnie chcą być lepsze, jest jedno takie słowo, Julita? 😉

      Polubienie


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s