W tym czasie pozostaliśmy głodni i niefrasobliwi.

Moment,  dosłownie moment – ranek, ale już nie za wczesny, powietrze rześkie, pachnące dymem, szadź mgły ulatnia się gdzieś na horyzoncie, słońce już wysoko, na pierwszym planie parująca jajecznica i pięć osób. I miła cisza.

Jednakowo patrzymy się w linię drzew, zagapienie, ale z rodzaju tych nietępych, na rdzawe, listopadowe żółci, nadal jednak bliższe latu.

Dymi się nieżwawo papieros, dymią się nawet cztery, nudne papierosy i nic.

Odpoczynek, obserwuję zza ramienia, każdy rozsadzony wygodnie we własnym towarzystwie, podniesione czoło do słońca jak na plaży, flegmatyczni w gestach, jest normalna chwila, ale jakoś sentymentalnie odświętna.

Stop klatka.

Przekręciłam głowę, mrugnęłam, źrenice znów reagują na światło, trochę to boli, trochę to jeszcze potrwa, aż miną żółte plamy od słońca, łyk wody i powrót do miasta.

Reklamy

3 comments

  1. Lepsze niż fotografia. Przepadam za taką namacalną plastycznością, że tylko zamknąć oczy i poczuć się w innym miejscu, papieros w dłoni, słońce na twarzy, ech

    Polubienie


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s