czerwcolipcyk

Mania pozostania chronologiczną utrzymuje się pełno objawowo nadal, z wiekiem coraz bardziej upierdliwa, coraz mniej mi przeszkadza, bawi. Do dzieła zatem. W tył zwrot do czerwca.

29.obchody.

Spełnienia marzeń – życzyli życzliwi.

Zacznę spełniać, jak znudzi mi się proza życia – myślę z tłustym cynizmem, aż boli mnie gardło od przełykania tej guli marzeń i świętych życzeń.
Gdybym zawierzyła, tobym się i może pomodliła, aby się spełniać zaczęły te mrzonki, szczęśliwości, te miraże, naiwne planki. A co!

Jak inni się wyręczają istotą boską, to może i ja nie muszę się tak szarogęsić z tą modną samodzielnością.
I sobie pobiadolę, pomodłuję, anuż słowo stanie się ciałem i rozstawi po kątach niedowiarków tych.

Będzie Dorota – ta od spełnionych marzeń.

Ale gdy tylko zawiąże się supeł takiego marzonka, to stop. Udajemy, pieprzeni realiści, że oto ziszcza się nasz

p l a n. Szczegółowo obrysowany rysikiem po tablecie przecie.

Nie jakieś tam marzenie, spontan na pontonie, wiraż na krawędzi szału i utraty kontroli. Ot co.

—______________________________________________________________________________________________________________—

Rok się kurczy w błyskawicznym tempie, a ja jestem zadowolona z siebie.

Bycie zadowolonym jest realne, mięsiste, twarde jak niemiecka mowa.

Urodzona po raz 29. świętowałam jak nastolatka.

Słodko-gorzki 2012 doliczony do końca, na ostatnim oddechu przyniósł spontaniczny i bardzo pracowity 2013.

Miła aura w tym roku. Jest łatwiej, choć wyzwania wzywają do maratonu. Trzeba trzymać ostre tempo. Ale chyba wtedy z lekkością się żyje znośną.

Z celem, z sensem, z czystym sumieniem.

Jest i przygoda. Córka marnotrawna i zbawicielka dla zmysłów, przytępionych miejskim znojem na betonie.

Zaskakuje, intensywnie dobiera się do mnie, nic sobie nie robi z konwenansów.

—_____________________________________________________________________________________________________________—

Czerwcolipcyk

Jest gorąco. W powietrzu wisi skandal burzy, chowających się kotów, cichnących gołębi i drzew, które tak niewidocznie stoją, dyskretne, wskazują na rozdzierające wschodem niebo.

Bolą mnie stopy, szumi krew w uszach, mam zmęczone ciało i kilka pomysłów w zanadrzu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s