Czasami nic nie słychać i to ratuje

Cicho. Jakby ktoś wyłączył dźwięk. Wyciszył całą okolicę. Rzeczywistość została wyłączona.

Nie było mnie przez kilka milczeń, zdążyłam dwa razy bez pośpiechu zamknąć oczy. Czy takie cicho na czysto jest kiedy umierasz, czy kiedy jesteś najbardziej wśród żywych?

Nie słyszałam dawno nic. Tak pięknego. Odpłynęłam i mnie nie było. Ciebie też. Nie słyszałam oddechu. Tylko płynęłam. Gdzieś do białej zebry na rozgrzanej sawannie, pustyni z soli do horyzontu.

Zostawiałam płytkie ślady na piasku, na opalonych udach kropelki różowych soli wilgotno spływały do kostek. Kalejdoskop szlifowanych kółek w powietrzu po mocnym ściśnięciu oczu. Leniwe otwarcie. To była tylko chwila.

W lewo. W lewo, mocno w prawo. Opływamy upadłą małą brzozę. Bardzo białą jak od kredy. Stało się z nią to samo, jak co lato z blondynami, gdy od słońca bieleją im brwi i stają się bardziej skandynawscy.

Za zakolem już za dużo lilii, za dużo ważek, za dużo ozdobników w tej wodzie. Bogato nie lubi być cicho.

Płyniemy dalej.

Biało i cicho się skończyło. Synonimy tej krótkiej nirwany na środku rzeki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s