Z marszu pytam

Dzisiaj dowiedziałam się, że wygrałam konkurs organizowany przez wydawnictwo ZNAK i organizację Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!

Należało odpowiedzieć na pytanie: „Co byś zrobił/a, gdybyś była aniołem”. Nagrodą za najlepszy tekst dla czworga laureatów jest książka Grażyny Jagielskiej „Anioły jedzą trzy razy dziennie”.

I co muszę w tym miejscu napisać, bo lgnie mi to pod palce, okładka książki została zniszczona marketingowym chwytem o historii z psychiatryka. Znak naszych czasów. Choć widziałam lepsze.

Opowieść Grażyny Jagielskiej już od dawna chodziła mi po głowie. Tu i ówdzie słyszałam wywiady z jej mężem – reportażystą Wojciechem Jagielskim, w którego tekstach zresztą się zaczytuję, jak opowiadał o stresie bojowym i traumie, którą przeżywała przez lata jego żona – partnerka dziennikarza wojennego. Jego samego ta choroba nigdy nie dotknęła. Fala uderzeniowa stresu przeniosła się na żonę, która przez miesiące, z okrutną regularnością, żyła w lęku o najbliższą osobę.

ZNAK przyśle do mnie książkę niebawem. A tak wymyśliłam sobie swoje krótkotrwałe, ale wystarczająco zwycięskie anielstwo:

Gdybym była aniołem, popatrzyłabym na siebie z niedowierzaniem i spytała: – Co u licha? Kto tu rządzi i jak mógł doprowadzić do takiego bałaganu?! Agnostyk został aniołem? Ale dlaczego nim zostałam? Umarłam, czy się dopiero narodziłam?

Zaraz, zaraz – aby być w zgodzie i w modzie z ideologią gender, która teraz panuje na polskiej ziemi – jakim aniołem? Jestem rudą anielicą. Szczupłą i przekorną. Anielica, co za sentymentalny wytwór. Kogo? Czego? Boga? Znudzonego człowieka? Dobre sobie. Nie będę biadolić.

Jak już jestem tym aniołem, to mam parę pytań… halo, słyszycie mnie? strasznie buczy w tym niebi(yci)e i śmierdzi benzyną. Zimno mi w stopy.

Czy anioły czują? Czy się przyjaźnią? Lubicie seks? Gdzie się kochacie? Czy wykorzystujecie do tego ziemskie przestrzenie? Gdzie mieszkacie? Czy anioły miewają depresję? Czy na zielonych łąkach co rusz pojawiają się naturalne złoża łatwo przyswajalnej serotoniny, którą sączycie w kieliszkach od martini? Oliwka fakultatywnie.

A może nie macie mózgów i nie dotyczą was te przyziemne nerwice, fobie i lęki?  Achnioły, dajcie znać.

Poproszę tylko o masywne i porządne skrzydła. Żadnego kleju, żeby nie stopiły mi się od gorąca! Tylko staromodne nici. Grube, szewskie. Bo chcę latać. Wysoko. Do słońca.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s