Studia z grania

Pani przydeptuje swoją rozklejającą się podeszwę z buta Nike.

Model z ’96 roku.  Lekki, biały, posrebrzany, teraz zszarzały, ale zadbany. Ubogo i skrupulatnie.

Charakter kobiety denerwujący. Rozchodzony wte i wewte. Na okrągło 3 kroki w lewo i 3 w prawo, za winkiel. Patrzy, nikt nie wychodzi z korytarza. Dalej. Czekamy.

– Jak tylko wejdziesz do pierwszego po lewej, możesz od razu pisać odwołanie. Od razu po powrocie do domu – mówi.

Konkubent – może być nawet mąż – ale konkubent bardziej pasuje do sytuacji z poczekalni, na 3. piętrze – siedzi zatopiony wzrokiem w okno.

Tam trzeba być całym w programowym ‚anturażu’  konkubenta/iny.

Z dziecięcego wyobrażenia pozostał mi taki slajd, że konkubina to:

  • osoba w za mocnym makijażu,
  • z wysokim kokiem utapirowanych i zalakierowanych na beton włosów,
  • najlepiej cała w czerni i sztucznej koronce i siwym dymie.

Pewnie taka pani została mi przedstawiona jako nie-żona w bardzo nieletnim dziecięctwie.

I taką kliszę automatycznie nakładam na myśli, gdy wypowiadam to obrzydliwe słowo.

Pan, bardziej nieszczęśliwy niż mąż, błyszczy mistrzowsko swoim utrapieniem. Nie gorzej błyszczy niż kilkugodzinne słońce, które bije w okno. Bez umiaru.

Trzeba być zatopionym w krzesło. Albo najlepiej jak rozchodzisz swoje zgarbione ciało, utykając i posuwając nogą. Ręce skrzyżowane na nerkach. Wąs zażółcony od mocnych. Tik powieki – mig-mig.

Nie wiem, czego mam po sobie oczekiwać. Jak bardzo powinnam zjednoczyć się ze stereotypem wezwanego na komisję? Czy lekarz w białym kitlu, wyglądający jak stary chirurg z sali o podłym, mdławym świetle lat ’70, ocenia po odklejonych podeszwach i dłoniach śmierdzących od fajek, czy popatrzy i zrozumie. Do kurwy pojmie ten absurd.

Ktoś w ogóle rozeznaje się w zasadach?

Nic nie wiem. Trochę mnie to wystrasza. Ale tylko na chwilę, bo potem zaciekawia – co to będzie?

Czy wylecę jak z procy, czy dobrze zagram. Czuję, że to po prostu tu pasuje. Że naturalność jest nieefektywna. Że to cecha szybko zbywalna przy takich okazjach. Ludzie zdecydowanie łatwo odrzucają szczere zachowanie. Od razu zakładają, jak lepiej wypadną, tzn. w tym wypadku gorzej. Czy beznadzieja będzie wystarczająca. Nawet jeśli taka i tak jest. Bez wysiłku.

Sztuczne sytuacje tworzą sztuczne odruchy.

Rozglądając się po zebranych dookoła, przywołanych listownie na komisję, sama zaczynam wchodzić w te rozjeżdżone przez pokolenia koleiny. W schemat wezwanego.

Czy powinnam sobie coś przygotować? Jakąś kwestię, miły znój, słabe ręce, dużą historię choroby, może foliówkę opakowań po lekach?

Pani przydeptuje miękkie gumy swoich podeszew. Tak długo na nią patrzę, że prawie czuję gumkowatą przyjemność na swoich stopach. Taką oddaje tylko sprężystość obuwia sportowego.

Ona wie, jakie tu panują zasady. Rozpowiada o nich. Myślę sobie, że to trochę nieroztropne, tak odkrywać karty. Aktorka klasy B.

Mój scenariusz nawet niećwiczony. Podkładam głos pod taką rezolutną prawie 30-latkę. Aktorzyca od 2 boleści:

1. Boli ją głowa od tego słońca i

2. Jest śpiąca, bo tak wcześnie kazali wstać.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s