¡~359 st.!

byłam jestem zaraz będę nie

jestem zawsze taka sama nie
samotna czasem bywałam za pozwoleniem przyzwoleniem ogółu znajomych twarzy istniejących przy okazji papierosa na piwie na mieście na tańcach nie lubię na baletach jak mówią chłopcy i dziewczyny z dyskoteki mordoteki niestety nie pana dżeka

nic nie wiedzą nie chce misię już
opowiadać jak to się stało jak się masz co czujesz czy wrócisz do przeszłości mówię nie i .

zatoczyłam kołem nieskończoną ilość razy 359 stopni w celsjuszach farenheit był moim cieniem nie dawał słońca było chłodno cicho jednak niemiło było gorzko przełykałam mocno na nowo raz po raz duże twarde pigułki niedobra nieznośnej ciężkości bycia wśród spalonych splątanych plotem plotek nieznajomych jednak niż z.

– zatoczylaś koło Dorota. Czyli sytuacja bez wyjścia.
– nie. Koło się toczyło moim życiem bez udziału mnie.

zatoczyłam raczej kanty wyprostowałam wygładziłam sobie historię naszej znajomości dla publiczności na agorze się bawiłam tłum śmiał się do rozpuku bólu brzucha i policzków.

tańczyli jak im zagrałam klaskali kiedy im na to pozwalałam nie słyszeli byli głusi na zakodowane wskazówki:  dajcie mi głos na prawdę nie pozwólcie mi sypać się i z rękawa półprawdami były fajniejsze łatwe do odbioru nikt nie lubi brudnych uszu obgryzionych paznokci śmierdzącego oddechu.

wolę taki tlen z waszych ust który bije prawdą do bólu mózgu ruszcie mózgóvnią nie tykam gówna nie chcą się pobrudzić a kupę swojego pieska to przez rękawiczkę foliową zbierasz z pietyzmem i jeszcze podglądasz pod słońce czy nie ma skrzepów krwi czy strawione karmy [które wracają] dobrze

a ja chcę się brudzić uderzać o kant stołu rysować sobie kolana piszczele i uda kolorowymi siniakami rzygać tęczą gdy patrzcie na mnie z pytaniem błagalnym powiedz tak.

nie właśnie. jestem szczęśliwa umorusana śmiechem do łez rozmazanych oczu niegrzecznych zachowań w autobusach nogi na stół luz w czaszce nietrzeźwe wieczory trzeźwe bardzo plany i pomysł na życie.

siebie ciebie nie boję się oswajam swój lęk pozostał mi jeszcze przestrzeni więc nie wariuj na balkonie na 10. piętrze nie wychylaj pokazuj samoloty tylko palcem jak obejmujesz mnie na fotelu kiedy jestem schowana w miękkiej bluzie dobrych ramionach dużych poduchach.

jeden stopień został mi do zatoczenia koła uratowałam skokiem się na główkę wpadam do głębokiej wody rzucona jak zawsze na nią nauczyłam się szukać gdzie to światło przebija przez ciemne gęste wody idę pod słońce do góry do światła do drzewa do zapachu żywicy do cedrów do sosen do piżma jałowca jaśminu maciejki do maków.

chcę całować umiem żyć będę sobą obcą dla was obcych ludzi w zasadzie takich fałszywych mord nie potrzebuję na samą myśl mam w oczach mord.

mordor istnieje ale wolę krainę alicji i zabierzmy się tam póki czas

bo czasu nie ma nie ma czasu na czekanie czas jest na bycie

pisanie jedzenie kochanie dotykanie podróżowanie tańczenie.
na śpiewanie słuchanie granie rysowanie bieganie uprawianie gotowanie oglądanie obserwowanie spanie i czuwanie.

na ryzykowanie.

pijemy cydr miło szampan i ostrygi na lodzie za pół roku.

dziękuję.
do zobaczenia w realu.

my real name is a super girl. sometimes we cry, because we can!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s